NA CUDZY RACHUNEK

Od rana dano wódki raz, drugi i trzeci, postawiono na stole kilka bochnów chleba, kilka brył masła i kilka pieczeniów w zrazy pokrajanych, co naprędce w stojączki (na stojąco) między siebie rozerwano; kto czuł po tym posiłku pragnienie, dawanu mu piwa. Z resztą obżarstwa wstrzymywano ich, aby mogli utrzymać się przy zmysłach i władzy do loboty sejmikowej.” Oprócz takich okazji do picia i najadania się na cudzy rachu­nek, równie dogodne bywały uczty, które wyprawiano wykorzy­stując byle powód. Namnożyło się wtedy zawodowych pieczenia- rzy, którzy w poszukiwaniu takich okazji „rzemiennym dyszlem” włóczyli się po całym kraju, pewni, że wszędzie jako pana-brata podejmą i nasyconego, a co ważniejsze — napojonego w dalszą drogę wypuszczą.

Cześć, mam na imię Katarzyna i od zawsze chciałam pracować w kuchni. Po tym jak osiągnęłam ten życiowy cel, postanowiłam założyć tego bloga i we wpisać dzielić się z Wami moimi doświadczeniami!
Wszelkie prawa zastrzeżone (C)